Motto na dziś


Po­wiedz mi, a za­pomnę. Po­każ mi, a za­pamiętam. Pozwól mi zro­bić, a zrozumiem.
Konfucjusz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

A to jeszcze nie koniec...


Mówiłam, że kącika sypialniano-fotelowego będzie ciąg dalszy..... I to czas się już bać bo pewnie jeszcze kilka razy o nim usłyszycie... Kiedyś wyglądał TAK.
Przybył stolik - niezbędny absolutnie - wytargowany od pani na starociach za 25zł.  Machnęłam serwetkę do niego bo blacik taki jakiś goły był... w niebieskościach... dlaczego? nie pytajcie ...nie mam pojęcia...



Stolik dalej pusty był jakiś ... Więc ramkę mu z sentencją idealną dodałam, kurczę wciąż jakoś łyso. Jak doszły kolejne drobiazgi i mimo że wciąż to nie jest układ idealny - mogę go jakoś zaakceptować. Storczyk wciąż w kolorystyce bliskiej moim różowościom, ale widać już poprawę - chyba zaczynam wyrastać z różowych kokardek:-)))





 Ach już wiem dlaczego niebieska serwetka, bo do serduszek na oknie mi się komponuje :-)

Już mam wizję co jeszcze potrzebne mi do szczęścia i do tego kącika - ale to na przyszły post - jeśli uda mi się trafić na wiklinowy koszyk, wiecie, taki bardziej zakupowo-plażowy, to już ja wiem co z nim zrobię.
SH here I come!
Do następnego i ściskam wiosennie.  U mnie już żółte i fioletowe  krokusiki wyszły ale gapa ze mnie i nie zrobiłam im zdjęcia.

piątek, 22 listopada 2013

Poduszkowo....

Pogoda taka, że nic tylko się przytulać.... Do misia, do Misia, do poduchy....A jak się przytulać to najlepiej we francuskich klimatach...... Bo te paski mamo, to takie francuskie są..... powiedział mój młodszy syn (lat 11) ...... Skąd on wiedział? Szczęka mi opadła do samej ziemi ... ale pozbierałam się jakoś, pochwaliłam dziecko za trafne spostrzeżenie.... i uznałam, że Wam też mogę pokazać francuskie klimaty w mojej sypialni....:-)

 Poszyłam poduchy z dwukolorowych poszewek, dodałam francuskie paski, koronkę, transfer i ta dam.... francuskie przytulasie gotowe!



 Na odwrocie poduchy mają swoją "ciemną stronę".




 Stopniowo powstawała też sobie taka oto rameczka. Fajne w niej jest to, że za każdym razem gdy mi się znudzi, mogę włożyć do niej nowe "coś". Na razie pierwszy haft krzyżykowy na straaasznie dużych oczkach, więc kluczyk raczej kluczyskiem może być zwany. Nieszczególnie mi się podoba, ale sama zrobiłam więc na razie będę go oglądać. Może jak się tak napatrzę i wciąż nie będzie mi się podobać, to zmotywuje mnie to do doskonalenia w hafcie, kto wie? 


W środku stare zdjęcie z synkiem, który teraz ma 185cm wzrostu i głos identyczny jak Monż mój  (i ciągle robią mi żarty zamieniając się rolami )...  a wtedy hi, hi... kucał gdzieś maluch nisko w nogach :-))  Takie panta rhei.... albo nawet non omnis moriar....
 
Sypialnia powoli zyskuje nowe różności, niezbędnie wypełniające przestrzeń. Przemalowane koszyki, bo tak mi się podobało....Mam teraz pod ręką moje gazetki (głównie "Moje Mieszkanie") do wiecznego przeglądania. Też tak macie?....Niby ta sama gazetka, a co otworzę to zawsze znajdę w niej coś  nowego, czego nie widziałam wcześniej, a takie super i genialne, że ach! i och!  I nie wiem czy to ślepota, skleroza, a może gusta tak mi się gwałtownie zmieniają.... Bać się czy cieszyć?


 Całość całkiem całkiem pasuje do przytulania się do misia, do Misia, do poduchy  :-)


 Bardzo, bardzo ściskam, dziękuję, że jeszcze czasem do mnie zaglądacie...

poniedziałek, 16 września 2013

Transferowe inspiracje....

Dziś pisania wiele nie będzie - podzielę się z Wami moim odkryciem, a właściwie dwoma. 
Pierwsze to blog deco-szuflada - genialne grafiki, sposoby na transfer. I mnóstwo inspiracji....
Drugie to transfer za pomocą Modge Podge (czyli klejem do decoupagu 3 w 1 - podkład, klej i lakier).
 Proste, szybkie, genialne. Drukujesz odbicie lustrzane obrazka na drukarce laserowej, wycinasz jak najbliżej krawędzi obrazka, smarujesz Modge podge - dokładnie!, przyklejasz do ozdabianego przedmiotu   - zostawiasz na noc - 12 godzin - jak kto woli.  Potem namaczasz papier gąbką, wacikiem zmoczonym w wodzie i rolujesz palcem aż grafika pięknie nam się pojawi a papier się zroluje i odpadnie. Ta dam! Oczywiście warto całość polakierować.
I dla mnie najważniejsze - nic mi się nie rozmazuje!!!! Można transferować na surowe i na malowane.... Czegóż chcieć więcej. No właśnie - nie da się go zastosować na tkaninie.:-( Tu trzeba tradycyjnie już przekonać się do acetonu lub nitro.

Na pierwszy ogień poszły doniczki. Grafiki oczywiście z deco-szuflady.



 Zdjęcia robiłam o szarości poranka. Trochę są więc przydymione...


I to Modgiem Podgiem wykonałam transfer na tych świecznikach. Pomysł nie mój niestety, ale właśnie Izy z deco-szuflady.  Długo myślałam co zrobić z brązowoczarnymi świecznikami z IKEI - wiedziałam że będą jasne - choć biel walczyła z szarościami... I wypatrzyłam u Izy świetny pomysł - transfer i lekka przecierka - mam nadzieję, ze nie ma mi za złe, że zgapiłam jej pomysł.





Świeczniki bardzo mi się w tej wersji podobają, a kącik przy kominku też znacznie zyskał.

A na koniec - mała relacja z ogrodu. Powojnik obdarzył mnie białym ogromnym kwieciem...Jest to bardzo ciekawa odmiana - kiedy rozwija płatki z pąka jest delikatnie różowy. A potem zmienia kolor na biały. 
Snow - dedykuję go Tobie i Twojemu pobieleniu. Jak Ty to robisz, że nawet tak kapryśne kwiaty potrafisz przekonać do bieli -))) Buziaki...:-))

wtorek, 3 września 2013

A po jarmarku jesień idzie......

Jak zapowiadałam, tak zrobiłam, na jarmarku byłam.... stragany zwiedziłam (kilka razy....:-)).... mało jadłam i piłam... (zaczęłam pracę nad kondycją, ale to osobna historia..) ale i tak setnie się bawiłam....

Był koncert grupy Klezmafour.....Muzyka dziwna taka....ale ogromnie energetyczna - połączenie muzyki żydowskiej z bałkańską i wszystko w transowej oprawie. Mają chłopaki fantazję a przede wszystkim energię z kosmosu....





a w tle nasza Starówka...

Były stragany z decoupagiem....i innymi cudami....





jedzeniem ....



i piciem.......




i były też warsztaty garncarskie....
 
 a nawet przypłynęli Wikingowie.......


 A po jarmarku czas na małe przetasowania  w domku....

Nadchodzi czas na nowe (stare) koszyki (znowu?!) i wrzosy, które najpiękniej wyglądają właśnie teraz..... Mam też pomysły do podkręcenia wystroju w kuchni .... Starszemu trochę pokój zliftingowaliśmy więc i tam potrzebne są nowe dodatki i gadżety.... uffff.......a zaraz i Młodszy się pyta kiedy u niego zmiany w pokoju będą (no, błagam nie teraz....), i na dodatek wymyśliłam sobie poprawę kondycji, żebym się za szybko nie zepsuła... to teraz czasu mam jeszcze mniej ..... W następnym poście, jak się uda, pokażę wszystko co mi spod łapek zdąży wyjść....
Najważniejsze, że wreszcie przestało padać, bo lało i wiało, a chmurzyska takie nisko zwieszone, że aż strach.... 
Ściskam i do następnego przeczytania....

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Maleńka metamorfoza...

Witajcie Kochani.... strasznie długo mnie nie było.... nie to żebym spodziewała się, że bardzo tęskniliście, co to, to nie....  raczej ja tęskniłam za waszymi blogami, na które niestety nałożyłam sobie szlaban.....
Uznałam mianowicie, że jak wakacje i ładowanie baterii to na maksa, żeby potem nie było, że buuuuu, że chandra... że niebo nie takie błękitne, słońce gdzieś polazło i wyleźć nie chce, a mnie przez to się nic nie chce.... o nie!
Szybki raport - przeczytałam mnóstwo książek - raczej te lekkie niż ciężkie, ale za to jakie przyjemne..... Wybyczyłam się, po leżeniu na piaseczku zapodałam leżenie na trawce (oj... był łomżing na trawingu a jakże:-)) napływałam, namoczyłam w jeziorze..... byłam wożona (pływana?:-)) łódką i nażarłam się pysznych lodzików....TV szlaban, komputer szlaban, praca - w minimalnych ilościach, tylko żeby przeżyć...
Troszkę podziałałam - troszkę w ogrodzie i troszkę w przetworach  - ogólnie i bez przesady.....
Tylko nalewki koniecznie się robią, bo to jest absolutny mast [lub ang. must-have dla niewtajemniczonych englijskiego jazyka...). 
Wykonałam (została mi wykonana - boszszsz jaka konstrukcja :-)) mała metamorfoza kuchni - malowanko na jasny kolor, bo brązy mnie już przygnębiały... i trochę dodatków - oczywiście to nie koniec, bo jak zobaczę coś odpowiedniego to na pewno kupię i pokażę....


Żelaźna półeczka zdobyczna w mojej ulubionej galerii...A do tego nowy komplet kubeczkowo-filiżankowy herbaciano kawowy - zestaw bardzo uroczy....
 

Niestety spodeczki są zbyt duże abym mogła na półeczce trzymać filiżanki do porannej kawy - trochę mnie to zmartwiło, ale nie bardzo... Na widoku są kubeczki i mlecznik i tak też jest ładnie...

 

 No i paterka zdobyta w pokazywanej wcześniej starociarni ..... Bo przecież bym się rozpękła gdybym jej nie wzięła...


Niestety stwierdzam u siebie, że mimo najlepszych chęci jestem jednak lekko rozbiegana i nie mam cierpliwości do szukania w necie odpowiednich dodatków do moich koncepcji  i większość moich pomysłów wnętrzarskich pozostaje nieco niedopracowana i jakby czegoś brakowało... pracuję jednak nad sobą intensywnie:-) ...może kiedyś mi się poprawi... Najgorzej, że jak mnie się koncepcja wystroju odmienia, to od razu diametralnie i żeby wszystko tak całkiem dopracowane było to musiałabym wywalić wszystko do góry nogami...więc siłą rzeczy się nie da...
Bo stół teraz mi się nie komponuje, bo meble jakby nie w tym kolorze co należy....ekhhhh. Ale stół przykryję czymś ładnym i w kolorystyce - tylko znajdę gdzieś a najlepiej w SH i poszyję może jakieś cuda. A meble zostaną i już.... 
Zajrzałam do Was na chwilę i widziałam, że upały dały się wszystkim we znaki... mnie szczęśliwie spotkały nad wodą....Ale korzystajmy kobitki z dobrej pogody, bo trzeba pamiętać, że potem już nic tylko plucha i szaruga... 

Pozdrawiam letnio (w sensie pory roku a nie temperatury:-))) i do następnego przeczytania ....

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Koszykowo..........

Dopadła mnie nowa mania - tym razem na koszyki.
 Z końcówki szarego grubaśnego kordonka wyszydłowałam szybciutko któregoś wieczora koszyk na przydasie....do tego uszyłam środek w kratkę, i od niego zaczęła się koszykowa mania....


 Jak już koszyki miałam na tapecie, to zaraz poszłam za ciosem i  wreszcie uratowałam stary, kiedyś zzieleniały, a ostatnio wyblakły koszyk służący właściwie jako pojemnik na drobne drewienka i rozpałkę do kominka - ale nawet jeśli mieści tak przyziemne rzeczy to przecież nie musi straszyć wyblakłą bladością, prawda?




Mojej uwagi doczekał się też zwykły karton, w którym trzymam włóczki i kordonki, i gazety robótkowe też tam mają swoje miejsce, no ale jak to zwykły karton ma w zwyczaju - nie powalał urodą.... Mam nadzieję, że pomógł mu mały lifting :-)
Napisy i dama mieli znaleźć się w zupełnie różnych miejscach, ale myślę, że jednak dobrze im razem....



Na koniec kolorystycznie zniosło mnie w melanże i różo-fiolety, a kolejny koszyk szydełkowy, jak wszystko u mnie, niezbędnie potrzebny - tylko jeszcze nie wiem do czego......

I kombinując do czego niezbędnie przyda mi się taki wielokolorowy cudak pomyślałam, że skoro w zestawie z podkładkami to może być śniadaniowym koszykiem na bułesie -- u mnie na jedną bułeczkę - jako że daleko mam do sklepu - tylko tego jednego palucha udało mi się uratować do zdjęć - resztę wcięli chłopcy na śniadanie.....
 
   Jeśli komuś domownicy zjedli całkiem wszystkie bułki to zawsze koszyk może służyć jako osłonka na doniczkę

 Albo na suszki zapachowe albo nawet osłonka na suszki i świeczkę w jednym.... (tylko świeczki u mnie brak :-))
 
Pozdrawiam gorąco tych, którzy dotrwali do końca mojego koszykowego szaleństwa ...  i do następnego przeczytania........