Z nowych spraw - wiosna..... Prace w ogrodzie czekać nie mogą, szczególnie, że strasznie jesteśmy spóźnieni. Bałam się czy po weekendzie będę mogła wstać z łóżka gdy kości moje zastałe długą zimą a zapędzone do kopania, grabienia i zaglądania pod krzaczki w poszukiwaniu kwiatków i wschodzących roślinek odmówią współpracy.
Nie było najgorzej, poza tym ruch to samo zdrowie! I tej myśli się będę kurczowo trzymać, bo jednak w plecach czuję, co zadziało się w weekend. Kartkę z zadaniami mam dłuuugaśną, i po dwóch dniach kopania i wyciągania chwastów mogłam skreślić z niej jakieś trzy pozycje (!). Bo wiadomo, że jak się wyjdzie na ogród, zajrzy tu i ówdzie, to tu trzeba grzebnąć, tam poprawić, tu zasiać, tam coś w ziemię wsadzić, i czas leci...... A tyle jeszcze zostało do zrobienia....
Różne rzeczy się dzieją - dzieją się szydełkowe firaneczki do sypialni - dużo będzie wstawek, więc jeszcze trochę się będą robić. W sobotę miało zadziać się malowanie sypialni, ale ...... zadzieje się później, a może i przy okazji zadzieje się też jakaś zmiana w wystroju.
Dzieją się donice na taras - a raczej mam ich ambitny plan, a wykonanie.... stawiam jednak na przyszły tydzień:-(. Chciałabym też aby zadział się wystrój tarasu. Nowe ławki i krzesła do starego stołu już zostały skręcone i czekają na nasze pupska. Muszę jeszcze wkroczyć ja z obrusami i poduszkami, roślinami. Jest plan na drewniane barierki okalające taras, aby nas trochę osłonić od wiatru i widoku sąsiadów, uprzytulnić to miejsce, bo na razie jesteśmy dumnymi właścicielami pięknego "lotniska" - pustego placu - w dodatku na podwyższeniu... Ale te prace dzięki ostatkom rozsądku zostawiamy sobie na długi weekend.
Póki co taras dostał kosze z wszechobecnymi teraz bratkami.
Wiem jednak na pewno że jeśli dożyje końca prac - to wtedy już na pewno umrę .... szczęśliwa:-)
Ah! No i jeszcze zapomniałabym! Prowadząc wiosenne cięcie krzewów stałam się szczęśliwą posiadaczką całej masy czerwonych(!) pędów derenia srebrnego - a ja jak ta głupia wywaliłam je za płot. Ale szybko poszłam po rozum do głowy i wykonałam piękny recycling - co z nich powstało pokażę w następnym poście - rzecz wymaga dokończenia - oczywiście zaraz potem jak wylezę z rabat.:-)
Piękne bratki :) Zazdroszczę ogrodu, ja mogę poszaleć na balkonie i tak coś czuję, że także zagoszczą na nim bratki, dopóki inne posiane roślinności nie urosną :)
OdpowiedzUsuńBratki są super - szczególnie że tak naprawdę są całoroczne - jak im dasz odpowiednio rozległy pojemnik i dodasz na przykład pelargonię do ozdoby gdy przekwitną to po przekwitnięciu się na nowo rozsieją i będą zdobić balkon przez cały sezon:-)
UsuńKwiaty,to rzeczywiście radość dla oczu, a Twoje bratki są prawdziwą ozdobą.Oj,dobrze,że już wiosna! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń